Statystyki biją na alarm. Decydenci, politycy, dbając o notowania wyborcze najczęściej szukają rozwiązywania tego problemu w doraźnych dotacjach i w sferze świadczeń socjalnych. Łatwiej przecież zabiegać o popularność, wydając pieniądze z budżetu państwa póki jest się przy władzy i póki jeszcze jest co wydawać. A potem? Potem niech się dzieje wola nieba. Tyle, że odbywa się to kosztem podatników i w konsekwencji generuje koszta pracy. Ponadto niewłaściwie kierowane transfery socjalne, wręcz zniechęcają ludzi do podejmowania pracy. Z obawy przed utratą popularności zamiast rozwiązań systemowych prowadzących do zreformowania rynku pracy, dalej utrzymuje się społeczeństwo w przekonaniu, że źródłem dzisiejszej sytuacji jest spuścizna po socjalizmie. Istotnie, powszechny obowiązek pracy w minionym okresie sprawił, że przerost zatrudniania w gospodarce socjalistycznej w przedsiębiorstwach państwowych szacuje się w granicach 20 – 30 %. Te nadwyżki gospodarka rynkowa musiała jakoś zredukować. To wszystko prawda, ale problem rynku pracy jest o wiele bardziej złożony. Nie podejmowanie radykalnych i zdecydowanych reform, nie wspieranie alternatywnych rozwiązań systemowych, doprowadzić może do wielu tragedii, bo społeczeństwa ubożeją w błyskawicznym tempie. Nie można tego procesu zahamować świadczeniami socjalnymi. W kasach państwowych pusto. Struktura rynku pracy w Polsce powoduje, że na jedną osobę pracującą przypadają prawie trzy osoby nie pracujące (dzieci, emeryci, renciści, bierni zawodowo, bezrobotni itp.).
Problem narasta, jako że przyczyny tkwią w dokonujących się w coraz szybszym tempie zmianach strukturalnych społeczeństw. Ze względu na rozwój techniki, informatyzację, nowoczesne technologie, zarządzanie etc., rynek pracy stawia coraz większe wymagania. To sprawia, że okres nauki wydłużył się średnio do 21 – 25 lat. W konsekwencji skraca się okres aktywności zawodowej, który w wielu krajach kończy się w wieku 65 lat.
Tak więc na przestrzeni średnio 40-tu lat pracy, musimy wygenerować dochody, które zaspokoją zarówno bieżące potrzeby, jak i koszta wyedukowania dzieci. Największy jednak problem, to zabezpieczenie środków do życia na tzw. emeryturę. Statystycznie żyjemy coraz dłużej, co zmusza nas do zgromadzenia olbrzymiego kapitału na ten okres. Z czegoś przecież po zakończeniu aktywności zawodowej będziemy musieli żyć. Kto chce żyć godnie, na państwowe emerytury nie może już liczyć. Obecnie, żadnego państwa nie stać na utrzymanie rencistów i emerytów. W Polsce reforma emerytalna 1999 roku także rozwiała nam wszelkie wątpliwości. Wiemy od paru lat, że środki zgromadzone w ZUS i OFE razem wzięte dadzą nam stopę zwrotu w granicach 30 - 40 % miesięcznego zarobku. Bardzo niewiele i na dodatek jest warunek – musimy ten kapitał zgromadzić. Musimy więc przez 40 lat odprowadzać do tych instytucji część dochodów. Jak to zrobić skoro nauka stała się coraz kosztowniejsza, bieżące potrzeby narażone są na coraz to większe pokusy bo i w sklepach coraz więcej i chcemy żyć coraz lepiej, zdrowiej, przyjemniej. Ten proces dokonujących się zmian będzie się pogłębiał. Musimy w takim razie przez te 40 lat aktywności zawodowej sami zadbać o swoje dochody. Ale jak to zrobić skoro rynek pracy jest jaki jest.
A jaki jest? W Polsce, w powszechnej opinii rynek pracy kojarzy się przede wszystkim z problemem bezrobocia. Jednak nie każda osoba niepracująca jest bezrobotna.
Według definicji Międzynarodowej Organizacji Pracy (MOP) za bezrobotnego uważa się taką osobę, która jest w wieku produkcyjnym, ale:
- poszukuje pracy,
- jest gotowa do podjęcia pracy.
- nie pracuje,
Jestem offline